Rozpoczęcie nowego roku szkolnego przypomina mi trochę początek roku kalendarzowego – zmiana garderoby, nowe gadżety, ambitne postanowienia… ma być dobrze, a wyjdzie jak zawsze.
Poprzedni rok szkolny pozostał mglistym wspomnieniem. Czy pamiętacie jeszcze kamienie milowe swojego dziecka, co się udało, co było dla niego rozczarowujące? Nie, drodzy rodzice – nie rozczarowujące dla Was, tylko dla tego małego dorosłego. Czy rozczarował go Pan z historii, który nudzi na lekcji, a może bułki w sklepiku są niesmaczne? Każda obserwacja i wniosek Waszej pociechy są pewnym drogowskazem.
No i co tam w szkole, synu?

Jeśli natomiast akurat gryzie nas jakiś problem, niekoniecznie chcemy się nim dzielić. A może po prostu aktualnie nie działo się nic?
Jak zatem zapytać dziecko o szkolne emocje, w sposób niebanalny a zarazem skuteczny?
Jest to temat bardzo szeroki, i z pewnością zajmiemy się nim w jednym z kolejnych wpisów. Dzisiaj jednak na początek możemy polecić Wam jedno – więcej słuchać, a mniej mówić. W ciekawy i obrazowy sposób piszą o tym Adele Faber i Elaine Mazlish w książce: „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”.
Możemy też pójść krok dalej i wykorzystać narzędzia efektywnej komunikacji, a właściwie – negocjacji. Jedną z ciekawych technik opisuje Chris Voss, były negocjator FBI. Nie, oczywiście nasze dzieci nie są małymi terrorystami, ale czasem ich przebiegłość i spryt zawstydziłyby James’a Bonda

Jedna grupa kelnerów, posługując się pozytywnym wzmocnieniem, nie szczędziła swoim klientom pochwał i zachęt za pomocą słów typu: „wspaniale”, „nie ma problemu” itp., w reakcji na składane zamówienie.
Druga grupa kelnerów odzwierciedlała swoich klientów, powtarzając po prostu słowa zamówienia. Efekty były zaskakujące: przeciętny napiwek kelnera wykorzystującego metodę lustra, był o 70 procent wyższy od napiwków kelnerów, którzy stosowali pozytywne wzmocnienie.
Jak wykorzystać to w praktyce?
Spróbujcie najpierw przećwiczyć tą metodę na sprawdzonym gruncie, np. na współmałżonku. Scena domowa, odsłona pierwsza, grają: mąż i żona.
Ż: Ty nigdy nie wynosisz śmieci! (jakie to typowe, prawda?)
M: Nigdy…?
I co się dzieje? Zamiast rozpoczynając kłótnie, mąż „otwiera” komunikację, a w zasadzie otwiera swojemu rozmówcy drogę do rozwinięcia tej myśli. Dalszy ciąg może wyglądać tak:
Ż: No ok, nie nigdy ale bardzo rzadko.
M: Czy dobrze rozumiem, że według Ciebie zbyt rzadko wynoszę śmieci?
Ż: Tak

D (wpada do domu po szkole): Ta nowa nauczycielka z polskiego jest strasznie głupia!
M: głupia…?
D: Tak, mam ochotę powiedzieć jej, jak bardzo jej nie lubię!
M: Wygląda na to, że jesteś na nią bardzo zły!
D: Tak, bo nie pozwoliła nam jechać na wycieczkę!
Itd.
Sceny domowe mają różny kierunek, powyżej prezentujemy jeden z nich – a właściwie jeden z początków. Jeśli nasze dziecko jest sfrustrowane, złe, smutne, często nie potrafi powiedzieć otwarcie lub konstruktywnie, co tak naprawdę je trapi. Nasza pomoc w postaci komunikacji może nieco rozświetlić tą drogę. Tutaj zachęcamy do lektury wspomnianej wyżej książki.
Czym skorupka za młodu…

– nie sprzątają swojego pokoju,
– nie odrabiają zadań domowych,
– nie chcą się uczyć.
Pamiętajmy o budowaniu nawyków. Jeśli nasze dziecko nie widzi rodziców zatopionych wieczorem w lekturze, zmniejsza się prawdopodobieństwo, że samo sięgnie po książki.
Dzieci, szczególnie młodsze (5-7 roku życia) chłoną jak gąbka wszystkie zachowania społeczne. Zauważyliście, jak szybko podchwytują słowa?
Czasem jest nam wstyd, bo dziecko przypadkiem zasłyszało przekleństwo, które później na okrągło powtarza w przedszkolu – lub odwrotnie. W tym wieku powinniśmy przede wszystkim być czujnymi modelami – pokazywać dzieciom konstruktywne sposoby zachowania, nawyki i zwyczaje.
Jak chłonny jest umysł dziecka?
Jednym z najbardziej znanych eksperymentów, który opisuje społeczną teorię uczenia się, przeprowadził kanadyjski psycholog, Albert Bandura.
W specjalnym pomieszczeniu pełnym zabawek, dzieci podzielone na grupy, obserwowały 3 różne modele zachowań osób dorosłych. Pierwsza grupa dzieci obserwowała dorosłego, który bił dużą lalkę w głowę, używając do tego młotka. Druga grupa dzieci obserwowała osobę dorosłą, która zachowywała się w sposób nieagresywny. Ostatnia grupa dzieci widziała dorosłego, który oprócz przemocy fizycznej stosował jeszcze obelgi słowne.
Ten zaskakujący eksperyment wykazał, że większość dzieci obserwujących zachowanie agresywne, przejęła ten model w porównaniu do grupy dzieci, która nie miała okazji obserwować „złych” dorosłych.

– poprzez żywy model – czyli obserwację faktycznych działań (czyli np. rodzic, który w ciszy i spokoju pracuje w domu, rozlicza rachunki itp., organizuje sobie pracę o wyznaczonych porach, pracuje przy uporządkowanym biurku).
– poprzez instrukcje słowne – posprzątaj biurko, włóż skarpety do szuflady, przeczytaj lekturę.
– metoda symboliczna – czyli fikcyjne postaci z bajek i filmów. Tutaj jednak bardzo ważna jest osoba łącznika – czyli dorosłego, który omawia z dzieckiem sceny filmu, zadaje pytania, analizuje zachowania bohaterów (tą metodę polecamy szczególnie młodszym dzieciom, klas I-III).
A teraz, drodzy rodzice, pytanie do Was – który model uczenia się prezentujecie najczęściej?
A Ty kiedy rozliczasz PIT?
Czy jesteś niezadowolony z powodu tego, że dziecko odrabia zadanie domowe na ostatnią chwilę? Uczy się dzień przed klasówką? Jeśli tak, wróć do poprzedniego akapitu. Pamiętaj, że oprócz modelowania pozytywnych zachowań, dziecko widzi i uczy się również tych mniej pochlebnych.
Albert Bandura przeprowadził swój eksperyment pod kątem agresji. Nie musimy brnąć w aż tak negatywne emocje. Weźmy na warsztat… prokrastynację – czyli odkładanie spraw na później. I jak w tytule: Kiedy rozliczasz PIT? Czy jesteś w tej przeważającej grupie Polaków, którzy robią to w ostatni dzień? Czy zakupy świąteczne zostawiasz na ostatni weekend? Tak – nie mamy czasu, tak – jesteśmy zapracowani, tak – mamy masę obowiązków.

Czy nie wolimy najpierw zrobić czegoś, co sprawia nam przyjemność, a przykre obowiązki odkładamy na później? Dlaczego odwlekamy sprawy na później? Co wie o tym nauka?
Opowiada o tym m.in. dr Marek Wypych z Pracowni Obrazowania Mózgu Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN. Prokrastynacja to nie lenistwo – naukowo możemy powiedzieć, że jest to zaburzenie samoregulacji. Wiemy, że odkładanie zadań będzie prowadziło do negatywnych konsekwencji, a mimo to – ciągle to robimy.
Prokrastynacja ma między innymi związek z impulsywnością i sumiennością. Ponadto badania naukowe wykazały ujemną korelacje z potrzebą osiągnięć. Co to oznacza? Osoby, które odkładają sprawy na później nie mają potrzeby dążenia do osiągania nowych celów. Warto się zastanowić, co pojawia się jako pierwsze, czyli co jest u źródła – prokrastynacja czy potrzeba?

I tutaj kryje się częściowo źródło problemów z odkładaniem obowiązków u naszych dzieci. Hasło to odroczona gratyfikacji. Mówi o tym legendarny już eksperyment z piankami żelowymi (ang. Marshmallows) – popularnie nazywany „testem pianki”. Znajdziecie wersję video tego eksperymentu tutaj.
Wolicie otrzymać 10 zł teraz, czy 15 zł za miesiąc? Podobny proces myślowy i odroczona perspektywa zachodzi w mózgu dziecka. Czy lepiej teraz pograć w grę niż odrobić zadanie domowe, za które nagroda (wzmocnienie) jest niepewna i odroczona?
Na koniec trochę neurobiologii
Oczekujemy, że nasze dziecko będzie uczyć się planowania, samodzielności i organizacji własnej nauki. Czy to nie jest zbyt duże wymaganie wobec jedenastolatka? Ludzki mózg dojrzewa mniej więcej do 25 roku życia. Każdy etap rozwoju przynosi nam, rodzicom i obserwatorom, wiele satysfakcji ale też wiele zmartwień.

Dr Marek Kaczmarzyk opowiada między innymi o procesie dojrzewania kory przedczołowej – najmłodszej ewolucyjnie części mózgu, która odpowiada m.in. za hamowanie impulsów, nastawienie na cel oraz rozumienie systemu nagród. Wróćmy zatem do naszego jedenastolatka.
Czy nadal uważacie, że nagroda w postaci wycieczki do aquaparku w przyszłym miesiącu lub nowa gra komputerowa, której premiera jest za pół roku – to odpowiednie narzędzia do budowania nawyków i motywowania dziecka?
Metody i spostrzeżenia, które tutaj zaprezentowałam zawsze musimy przełożyć na własne środowisko i możliwości. Jeśli szukacie inspiracji i nowych metod pracy z dziećmi, pamiętajcie o trzech ważnych zasadach: nie wszyscy, nie to samo, nie w tym samym czasie.
Być może, któraś z inspiracji przyda się za kilka miesięcy lub za kilka lat. Pewne jest jedno – jeśli coś nie działa, zmieniajmy zasady i okoliczności ale nie zmieniajmy na siłę naszych dzieci.








