4 noworoczne postanowienia, których Twoje dziecko nie będzie w stanie zrealizować

Nowy rok to doskonała okazja do wyznaczania celów i noworocznych postanowień… Wszechobecne komunikaty – nowe zadania, nowe wyzwania, wszystko nowe(?) Chcąc nie chcąc, pozostawiają w naszej głowie pewien niepokój – może warto spróbować od nowego roku? Zastanówmy się, jaką szansę realizacji mają nasze postanowienia. Nie bez powodu większość centrów fitness proponuje promocyjne ceny za pierwszy miesiąc użytkowania, zaraz po nowym roku. Większość entuzjazmu gaśnie mniej więcej po miesiącu. Jednak każdego roku pojawiają się nowe postanowienia i nowe wyzwania, ta swoista „moda” pojawiła się również wśród dzieci. Czy warto wyznaczać nowe cele w narzuconym terminie? Jak wspierać swoją pociechę w realizacji planów?

Sprawdźcie, czy Wasze postanowienia znajdują się na naszej poradnikowej liście.

Noworoczne postanowienie nr 1: Od dzisiaj będę grzeczny.

Chyba nic tak nie cieszy, jak obietnica grzecznego zachowania. Jednak tutaj pojawia się już pierwsza pułapka. Deklaracja zmiany zachowania jest bardzo odważna a jednocześnie… bardzo ryzykowna. Już podczas pierwszych prób wyznaczania postanowień przez nasze dziecko, warto zadbać o to, żeby dobrze czuło się z  wyznaczonym celem, oraz wzmacniało poczucie wewnętrznej kontroli. „Być grzecznym” to natomiast bardzo szerokie, bardzo płynne stwierdzenie. Bo cóż to znaczy dla naszego malca? Z pewnością nie to samo, co dla nas, rodziców. Zastanów się, bo być może szczypanie młodszej siostry lub ociąganie się z wyrzucaniem śmieci wcale nie oznacza dla niego negatywnego zachowania. Warto wtedy sprecyzować, na czym będzie polegała zmiana.

Zgoda buduje

Wspólna praca nad celem, wypunktowanie i konkretne nazwanie zachowań z pewnością Was zbliży, jednocześnie da Ci szansę na pokazanie, co jest ważne w kontekście codziennych zachowań.  „Byłeś niegrzeczny”  – to pejoratywne określenie, naładowane emocjami.

Pamiętaj, że dziecko dopiero tworzy swoją mapę emocji – złość, radość, lęk, miłość, szczęście – ta sama zasada występuje w przypadku zachowań. Rolą rodzica jest natomiast, aby wskazać te emocje oraz różne sposoby radzenia sobie z nimi. Jednak być grzecznym to zdecydowanie za mało na stworzenie wachlarza pozytywnych zachowań.  Wspólna praca nad takim kodeksem skłoni również naszą pociechę do analizy własnych codziennych aktywności, tego co daje mu korzyść. Podczas tworzenia noworocznej listy istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Nie powinniśmy spisywać zasad typu: nie będę krzyczeć, nie będę przeklinać, nie będę bić kolegów.

Nasz mózg automatycznie tworzy skojarzenia i wizualizacje w odpowiedzi na przyjmowane bodźce. Lista postanowień składająca się z samych zaprzeczeń wywoła odwrotny skutek – stanie się listą zakazów. W każdej samodzielnej pracy naszego dziecka – a w szczególności – w pracy nad własnymi postawami i przekonaniami, powinniśmy je wspierać, jednak nie wyręczać.

Noworoczne postanowienie nr 2: Będę sprzątać swój pokój.

Jak często? Co będę sprzątać? Kiedy już jest bałagan, a kiedy tylko twórczy chaos?  Takie odważne postanowienie warto od razu podchwycić i pielęgnować. Kryje się jednak za tym pewna pułapka – rozbieżność wyobrażeń. Upewnijmy się, jak wyobraża sobie sprzątanie nasz potomek. Czy to szybkie upchanie zabawek w szafie lub naprędce zebranie zeszytów do szuflady?

Czym skorupka za młodu…

W magii noworocznych postanowień kryje się jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Jeśli nasze dziecko wyznaczy sobie cel w postaci porządkowania pokoju, pamiętajmy, że bardzo ważne będzie tutaj wskazywanie pozytywnych nawyków ze strony rodziców. To działanie dotyczy każdego celu, czy nowego zachowania, które chcemy wprowadzić w stały repertuar zachowań. Jeśli oczekujemy od naszego dziecka utrzymywania porządku w jego własnym królestwie, pozostałe pokoje powinny być utrzymane w ładzie.

Nie od razu Kraków zbudowano

Utrzymywanie porządku często może kojarzyć się z walką z wiatrakami. Szczególnie w pokoju dziecka – kiedy na podłodze wala się mnóstwo zabawek, książek, zeszytów. Wzmacnianie własnej decyzji i egzekwowanie postanowień powinniśmy rozpocząć do małych kroków. W przypadku dziecka – te kroki warto rozdzielić na drobne, bardzo namacalne zadania, np.: „za każdym razem odwieszam plecak na właściwe miejsce” lub „talerze zawsze odnoszę do kuchni”. Stwierdzenie: będę dbać o porządek – jest zbyt szerokie i nie wskazuje drobnych nawyków, którymi wprowadzimy stałą zmianę w zachowaniu dziecka. Pamiętajmy również o tym, że dbałość o porządek to pewna postawa – wprowadzenie jej, w najlepszym wymiarze, zajmie nam kilka miesięcy. Jeśli do tej pory nasza pociecha uwielbiała bawić i uczyć się w pomieszczeniu, w którym wszystkie zabawki walały się na podłodze – miejmy też na uwadze, że w ten sposób zaznaczała swoje otoczenie, swoje królestwo, swój pokój. Oczekiwania rodziców dotyczące sprzątania, absolutnie nie są tutaj spójne z dobrym samopoczuciem dziecka i funkcjonowaniem w otoczeniu. Dlatego zamiast górnolotnego stwierdzenia, wypracujcie wspólnie kilka zasad, które będą ważne dla rodziców (np. wkładanie zabawek do pudła) jednocześnie nie będą obciążeniem dla dziecka – np. codzienne sprzątanie biurka. Zamiast wskazywania, gdzie powinny leżeć lalki czy autka, zaproponujcie schowek na dziecięce skarby – zaproponuj ramy, nie ograniczenia.

O porządek należy dbać, bo bałagan robi się sam.

Noworoczne postanowienie nr 3: Nie będę jeść tyle słodyczy

Wyrzeczenie godne pozazdroszczenia! W tym przykładzie postanowienia ważna jest edukacja dziecka oraz wskazanie alternatyw – jeśli nasi maili bohaterowie uwielbiają słodycze… trudno będzie przystąpić do realizacji tego wyzwania. Warto je jednak pochwalić – ograniczenie słodkości to pierwszy krok do popularyzacji zdrowego jedzenia. Jak w takim razie zrealizować postanowienie, któremu nie podołało większość dorosłych…?

Krótko i konkretnie

Przede wszystkim  – zastanówmy się nad samym sformułowaniem celu. Jak widzicie – odpowiednie nazwanie postanowienia to prawie połowa sukcesu. „Tyle”… znaczy ile? Czy cała tabliczka czekolady zjedzona w jedno popołudnie to dużo? Dla nas nie, i zakładam że dla większości dzieci to również nie jest specjalny wyczyn. Aby uświadomić dziecku, ile cukierków zjada dziennie, warto zastosować wizualizację. Do tego procesu będzie nam potrzebne przeźroczyste naczynie – najlepiej słoik. I tutaj już zaczyna się wyobraźnia rodziców – do słoika możemy wrzucać każde opakowanie po cukierku. Pod koniec tygodnia Twoje dziecko samo zobaczy, jak szybko słoik może się zapełnić. Metoda, której dodatkową korzyścią będzie oszczędzanie to – za każdy zjedzony cukierek dziecko wrzuca np. 1 złotówkę do skarbonki.

Bez względu na to, jaką formę wybierzemy, pamiętajmy że w postanowieniach, które polegają na ograniczaniu (jedzenia, gry na komputerze itp.) właściwie niezbędna jest wizualizacja. Bardzo często podobne metody stosuje się np. w przypadku nałogu nikotynowego – kiedy osoby uzależnione zbierają puste pudełka po papierosach, lub mają możliwość sprawdzenia, ile substancji smolistych wytwarzają papierosy wypalone w ciągu tygodnia.

Pamiętajmy, że nasz mózg często odnosi się do tu i teraz – czyli teraz tylko jeden cukierek, teraz tylko pół godziny gry… O wiele trudniej jest wyobrazić sobie to w efekcie skali – tygodniowej bądź miesięcznej. Dlatego też, przy takim postanowieniu – z jednej strony należy wskazać próg – ile słodyczy zjemy dziennie? Może będziemy pozwalać sobie na nie jedynie w weekend? Z drugiej strony – monitorujmy stan obecny. Po całym miesiącu słodkich oszczędności Twoje dziecko zauważy, że bardziej opłacalna jest dieta 😉

Noworoczne postanowienie nr 4: Będę się uczyć samodzielnie.

Ostatnie na liście, dla nas najważniejsze – postanowienie związane z samodzielną nauką. Bardzo często zgłaszają się do nas rodzice zauważając ten problem. Dzieci, w szczególności na przełomie III i IV klasy nie uczą się samodzielnie. W praktyce zadanie domowe to zadanie rodzinne – odrabia je raz mama, raz tata.. bo mama kiedyś była dobra z polaka a tata pracuje jako informatyk więc ogarnia matmę?

A tak na poważnie – pamiętajmy, że nie możemy oczekiwać zmiany zachowania naszego dziecka, jeśli do tej pory nie pokazaliśmy mu innej metody. Samodzielna nauka nie będzie nigdy rewolucją. Nie obudzimy się pewnego dnia, widząc nasze dziecko jako pilnego ucznia z uporządkowanym biurkiem i zadaniami odrobionymi na tydzień przed terminem. Obowiązkowość i systematyczność to nawyki, których uczymy się, często przez całe życie. Jeśli w pierwszych klasach szkoły podstawowej pomagaliśmy naszym pociechom w nauce, nie oczekujmy, że z dniem 1 września, w nowym semestrze lub w kolejnym miesiącu – nastąpi nagle diametralna zmiana o 180 stopni.

Nauka wspólnie z rodzicem daje poczucie bezpieczeństwa i pewną podporę, szczególnie tym dzieciom, które mają nieco niższe poczucie własnej wartości i nie są pewne własnego zdania.

Zwróćmy również uwagę sam proces uczenia się – czy dla Was, drodzy rodzice, byłoby ekscytującym zajęcie, polegające na codziennym popołudniowym odrabianiu pracy zawodowej? Kiedy nasze dziecko spędza w szkole 6 – 8 godzin, każda praca domowa stanowi porównywalnie – nadgodziny w przypadku pracy osoby dorosłej. Nie oczekujmy zatem, że każdego dnia, z tym samym zapałem i sumiennością przystąpi do samodzielnej nauki.

Czy dałeś swojemu dziecku odpowiednie narzędzia?

Zastanówmy się również, jak ta samodzielna nauka wygląda? Aby ułatwić dziecku wprowadzenie tego postanowienia, powinniśmy przygotować odpowiednie wskazówki – zarządzanie czasem, dzielenie zadań, metody efektywnej nauki, mnemotechniki. Dopiero po wprowadzeniu pewnych udoskonaleń – jasny i czytelny terminarz: czyli czas na naukę i relaks, cele w postaci średniej ocen itp. możemy przystąpić do realizacji tego postanowienia. Z pewnością jednym z trudniejszych kroków w tym przypadku będzie „odcięcie pępowiny” czyli pozostawienie dziecka samego, z jego wyzwaniami i problemami. Pamiętaj jednak – im bardziej wyręczamy dzieci w rozwoju, tym bardziej zabieramy im możliwości uczenia się.

Ewa Bensz
Ewa Bensz-Smagała – psycholog dziecięcy, oligofrenopedagog.

Od 2008 roku związana z edukacją, specjalizuje się w pracy z dziećmi z problemami edukacyjnymi, realizuje ścieżkę licencyjną w kierunku terapeuty behawioralnego.
Oprócz pracy w charakterze trenera technik pamięciowych w Lucky Mind, związana jest zawodowo z dwoma instytucjami: Centrum Terapii Behawioralnej w Gliwicach - gdzie prowadzi terapię dzieci ze spektrum autyzmu, oraz Górnośląską Wyższą Szkołą Handlową - jako pracownik naukowo-dydaktyczny katedry Psychologii.
Jest trenerem rad pedagogicznych w obszarze neurodydaktyki i metodyki nauczania, oraz superwizorem placówek edukacyjnych z zakresu kreatywności i metod aktywizujących.
Jej największą pasją jest nauczanie najmłodszych – pracuje z dziećmi, które mają problemy z nauką, są zagrożone dysleksją, wykluczeniem społecznym, z deficytami uwagi.
Regularnie publikuje artykuły z zakresu neurodydaktyki i efektywnego uczenia się w mediach tradycyjnych i internetowych, m.in.: Dziennik Zachodni, Gazeta Wyborcza, natemat.pl. Interesuje się tematyką kreatywności, prowadzi badania naukowe związane z efektywnością pamięci i percepcją.
Ewa Bensz on Facebook